Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przygody Syren. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Przygody Syren. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 kwietnia 2015

Przygody syren: rozdział 7

Oczami Polaris

Poczułam pod sobą zimne, kamienne podłoże. W miejscu w którym się znajdowałam czuć było wilgoć i zapach miedzi. Było tu duszno. Powoli otworzyłam oczy i rozejrzałam się dookoła. Nie byłam tu sama, obok mnie leżała jakaś dziewczyna, a w rogu pokoju siedziała druga. Przyjrzałam się im dokładnie i aż zamarłam, gdy uświadomiłam sobie na kogo patrzę. Były to dwie syreny  z mojej ławicy, ale zamiast ogonów miały NOGI!!! Przestraszyłam się i spojrzałam na mój ogon, ale go też tam nie było, a zamiast niego dwie długie nogi zakończone stopami. Z jednej strony byłam przerażona, ale z drugiej właśnie spełniło się moje marzenie o poznaniu ludzkiego świata, jednak miałam nadzieję że to spotkanie będzie wyglądało inaczej. Miałam nadzieję że obejdzie się to bez porwania, ale wracając do pozostałych porwanych…  Syreną leżącą obok mnie była Java, czyli córka królowej naszej ławicy,  a w rogu siedziała Melissa, nigdy jej nie lubiła, może dlatego że miała wielu przyjaciół, a ja byłam samotna. Wtedy zauważyłam że Melissa płakała, ale to nie był zwykły płacz smutku, to było coś o wiele gorszego, ciałem syreny (a może już dziewczyny) co chwile wstrząsały niekontrolowane dreszcze , a z jej ust wydobywał się urywany, bardzo płytki oddech i głośny szloch. Oczy były spuchnięte i czerwone, usta wyschnięte, a włosy wokół  twarzy mokre. Wtedy zrobiło mi się jej żal, zawsze myślałam że to dziewczyna bez problemów, która nawet jeśli takowe się pojawiają w jej życiu nie przejmuje się nimi i spycha na  innych, ale widok tak jej załamanej dał mi do myślenia. A co jeśli to za jaką wszyscy ją postrzegają to maska, która ma chronić i ukrywać osobę pod nią. Moje rozmyślania nagle zostały przerwane, ponieważ Melissa zobaczyła że się jej przypatruje i od razu otarła łzy i odwróciła twarz w przeciwnym kierunku. Dlaczego aż tak wstydzi się chwil słabości? Mimo że nigdy tego nie robiłam, bo zwyczajnie nie miałam okazji, to postanowiłam jej pomóc. Chciałam się do niej przeczołgać i już miałam o zrobić, gdy nagle coś szarpnęło za moje nadgarstki. Spojrzałam w tym kierunku i zobaczyłam gruby łańcuch który z jednej strony przymocowany był do ściany, a z drugiej do moich rąk.
-Nie dasz rady- odezwał się roztrzęsiony głos, pełen smutku- już próbowałam, jest zbyt gruby i mocny, nie da się nic zrobić – dodała Melissa
-Gdzie jesteśmy i jak tu trafiłyśmy?- zapytałam
Melissa opowiedziała mi całą historię porwania i wtedy wszystko sobie przypomniałam. Właśnie uciekałam z ławicy, a za mną wyruszyła  Java, która chciała mi uniemożliwić ucieczkę. Spojrzłam na nadal nieprzytomną Javę i poczułam coś na kształt wyrzutów sumienia. Gdybym nie uciekła to ona nie zostałaby porwana, a jest kimś znacznie ważniejszym niż ja.
-Musimy coś zrobić, wymyśleć jakiś plan ucieczki – powiedziałam, na siłę dając sobie nikłą nadzieję
- Tak wiem ,ale dopóki Java się nie obudzi to nie ma sensu- powiedziała Melissa, tak jakby już dawno o tym myślała
-W takim razie, jeśli i tak musimy tu siedzieć razem, to postarajmy się bliżej poznać. –pomyślałam że zaprzyjaźnienie będzie w takiej sytuacji czymś właściwym- Jestem Polaris- dodałam w razie czego
-Tak wiem, znam cie- odpowiedziała już z trochę większym zainteresowaniem.
-Ja ciebie też- gdy to usłyszała kąciki jej ust delikatnie uniosły się ku górze- Mogę cię o coś zapytać?
-Tak jasne, pytaj o co chcesz- powiedziała bez przekonania
-Dlaczego płakałaś? – zapytałam niepewnym szeptem, bojąc się że urażę ją tym pytaniem
-Proszę tylko nikomu nie mów… -Melissa otworzyła się przede mną zupełnie, opowiadając o wszystkim, o zmarłym ojcu, o obowiązku zajęcia się rodziną, o tęsknocie za domem, o strachu przed utratą najbliższych, o trosce co się teraz dzieję z jej rodziną, o lęku przed okazaniem swojej słabości ,a nawet (co zaskoczyło mnie najbardziej) o bólu jaki sprawia jej nieodwzajemniona miłość ze strony Thomasa.
Słuchałam tego jak zaczarowana, zawsze byłam dobrym słuchaczem, pewnie dlatego że moim jedynym towarzystwem były morskie stworzenia, a żeby je zrozumieć trzeba je wysłuchać bardzo dokładnie. Gdy skończyła mówić, ja postanowiłam nie być jej dłużna i też opowiedziałam o sobie, o swojej samotności, o marzeniu poznania ludzi, o ucieczce i o tym co mną wtedy kierowało, o swoim poczuciu winy, o tym że gdyby nie ja nie byłoby ich tutaj. Melissa także potrafiła świetnie słuchać. Ta rozmowa bardzo zbliżyła nas do siebie, a między nami powstała nić porozumienia, bo obie miałyśmy problemy, które dusiłyśmy w sobie, z nikim się nimi nie dzieląc. Po tej rozmowie poczułam się o wiele lepiej
- Dziękuję ci za tą rozmowę- podziękowałam

-Ja tobie także, jesteś pierwszą osobą której powiedziałam wszystko- zobaczyłam w jej oczach ciepłe uczucie, które było kierowane w moją stronę. Czy to przyjaźń?- Chciałabym ci jeszcze powiedzieć, że …- nie dokończyła bo zobaczyła, że Java zaczęła się budzić. To znaczy że za chwilę zaczniemy planować ucieczkę…

http://www.laidget.com/images/full/2014/11/24/love-sad-girl-boy-images-wallpaper-hd-resolution-Love-Sad-Girl-Boy-Images-Wallpaper-HD-Resolution.jpg
Polaris

Hejli856

PS: Przepraszam za opóźnienie, napisałam że rozdział ukaże się we wtorek, a dodaje go dopiero teraz, nie miałam w ogóle czasu, nawet nie włączyłam komputera przez cały tydzień (chyba że liczyć czwartek, kiedy pisałam wypracowanie na polski), a we wtorek przyjechała moja rodzina i musiałam z nimi siedzieć (przyjechała ciocia która ma młodszą córkę i musiałam się nią zajmować). Jeśli chodzi o ten rozdział to jest on krótszy niż pozostałe (ten ma 800 słów, a poprzednie mojego autorstwa ok.1000), pewnie jesteście już znudzeni tym że ostatnie rozdziały to same przemyślenia, ale już od następnego rozdziału kończę z tym i zaczynam pisać akcję (w następnym będzie tylko pól rozdziału z przemyśleniami Javy, bo jej jeszcze nie opisywałam), następny rozdział będzie z punktu widzenia Javy.

PPS: Jak pewnie zauważyłyście nie we wszystkich rozdziałach są zdjęcia, wynika to z tego że nie mogłam znaleźć odpowiednich, jeśli natraficie gdzieś na zdjęcie, które w idealnie odwzorowuje dany rozdział (mogą być też starsze rozdziały, np. chyba piąty nie ma zdjęcia) to w komentarzach wstawcie link do niego, a ja wybiorę najlepsze i dodam do rozdziału (jeśli będzie kilka najlepszych to dodam więcej niż jedno), może to być cokolwiek o czym jest mowa w rozdziale. Mam jeszcze do was jedną prośbę, chodzi o to, że cały plan opowiadania mam już wymyślony, ale nie  wiem jakie sytuacje mogą się zdarzyć po drodze. Jeśli macie jakiś pomysł, to śmiało piszcie, a ja postaram się je realizować w następnych rozdziałach.

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Przygody syren: rozdział 6



Oczami Thomasa

Leżałem w łóżku, nie mogąc zasnąć. Od kiedy dołączyłem do tej ławicy miałam problemy z zaśnięciem. Wcześniej żyłem jako samotny tryton, który wiele razy patrzył w oczy śmierci. Nie raz stawałem twarzą, twarz z najgroźniejszymi potworami, ale pewnego razu przeceniłem swoje możliwości, poczułem się zbyt świetny i stanąłem do walki z nieznanym potworem, nigdy wcześniej tego nie robiłem, zawsze znałem wszystkie słabe punkty przeciwnika, ale tym razem coś mnie podkusiło i zapragnąłem zmierzyć się z zupełnie obcym. Niestety zakończyło się to dla mnie tragicznie. Po długiej walce, opadłem na piasek, kompletnie bez sił i niezdolny do wykonania jakiegokolwiek ruchu, potwór uznał że nie żyje i odpłynął. W tamtej chwili cieszyłem się że potwór nie jadał padliny, ten z pozoru nie istotny szczegół uratował mi życie. Leżałem, krwawiłem, przed oczami pojawiało się coraz więcej czarnych plan, czułem że to już koniec, czułem że umieram. To było straszne, czuć jak twoja dusza stopniowo opuszcza twoje ciało. Zemdlałem. Obudziłem się w jakiejś schludnie urządzonej jaskini. Leżałem na kamiennym łożu umieszczonym 15 cm pod powierzchnią wody. Twarz wystawała mi ponad taflę, ponieważ miałem pod głową jakąś poduszkę. Spojrzałem na moje ciało, było pokryte różnymi okładami i opatrunkami. Płetwa i prawe ramie były zabandażowane. Zastanawiałem się gdzie jestem, gdy nagle do jaskini wpłynęły trzy syreny. Od razu do mnie popłynęły i nie zważając na to że już byłem przytomny zaczęły mnie badać i zmieniać mi opatrunki. Zacząłem się wkurzać i chrząknąłem, by zwrócić na siebie uwagę. Niestety to nic nie dało bo syreny nadal mnie nie zauważały. W końcu nie wytrzymałem.
-Czy któraś z was może mi wyjaśnić gdzie jestem i dlaczego? – zapytałem niemiło
-Zostałeś zaatakowany przez potwora i leżałeś na skale umierając, wtedy znalazła cię syrena patrolująca okolice i zaniosła cię do tej ławicy. Od razu  zostałeś przeniesiony mnie czyli, lekarza - odpowiedziała obojętnym tonem jedna z nich.
-Kiedy będę mógł stąd pójść?- zapytałem
-Najpierw królowa ławicy chce z tobą porozmawiać
-To kiedy ona przyjdzie?- byłem już naprawdę zdenerwowany
-Odwiedzi cię jeszcze dzisiaj- odpowiedziała- Ale na przyszłość pamiętaj że to tylko i wyłącznie z powodu twojego ciężkiego stanu, a w innych sytuacjach to ty musiałbyś do niej iść- dodała ostrym głosem i spojrzała na mnie z obrzydzeniem, widać było że moje słowa mocno ją zdenerwowany. Muszę przyznać że nawet mnie to ucieszyło, miałem nadzieje że jeśli będę sprawiać kłopoty szybciej stąd wyjdę.
Potem już się do mnie nie odzywały, ani ja do nich. Tuż przed zachodem przyszła królowa ławicy w której się znajdowałem. Oznajmiła że dopóki nie wyzdrowieje muszę tu zostać. Wkurzyłem się. A potem było jeszcze gorzej, bo powiedziała że musze zostać w ławicy rok, ponieważ w okolicy roi się za dużo potworów i Łowców Syren. Byłem wściekły i zacząłem krzyczeć że tu nie zostanę. Po wyjściu z „szpitala” wielokrotnie uciekałem, ale ona zawsze mnie znajdowania (głupi syreni zmysł wyczuwania osób  z ławicy). Jeszcze była ta wkurzająca Melissa, to była zwykła, pusta syrena, która myślała tylko o własnym wyglądzie i czy podoba się trytonom. Do mnie też próbowała zagadać, ale ja od razu wiedziałem jaka ona jest, więc zawsze mówiłem coś chamskiego lub ją ignorowałem. Z czasem przestała się w ogóle do mnie odzywać, ale i tak później często przyłapywałem ją na gapieniu się na mnie. Musiała być nieźle zdziwiona, że ktokolwiek może się jej oprzeć.
Ale wracając do tej nocy. Gdy tak leżałam  rozległ się w ławicy alarm, nie był zbyt głośny, ale na tyle by można go było usłyszeć. Nawet mimo tak krótkiego pobytu tu wiedziałem co to znaczy. Łowcy Syren!!!.
W pośpiechu wypłynąłem z mojej jaskini i zobaczyłem tłumy syren uciekające w stronę schronu*, gdzie płynęły wszystkie syreny. Nad głową usłyszałem szum silnika, co zmotywowało mnie do jeszcze szybszego pływania. Gdy dotarłem do schronu szybko popłynąłem w pusty róg jaskini i obserwowałem to co działo się wokół mnie. Niedługo potem syreny przestały wpływać do środka, pewnie już wszyscy byli na miejscu, ale schron nie został zamknięty. Na początku zdziwiłem się, ale potem zrozumiałem że musi kogoś brakować i na niego czekamy. Nie widziałem w tym sensu, skoro jeszcze kogoś tu nie ma to znaczy, że został pojmany przez Łowców. Po długiej chwili czekania wreszcie zamknięto wejście do schronu. Następnie królowa uciszyła zebrane tu syreny i ogłosiła :
-Już od dawna nie mieliśmy do czynienia z atakami Łowców, więc rozumiem wasz strach, ale przy następnych  takich sytuacjach, których mam nadzieję że będzie jak najmniej musicie się lepiej zgrać i popłynąć do schronu różnymi drogami, żeby go nie namierzyli. - królowa wzięła głęboki wdech i mówiła dalej- Niestety nie wszyscy tu dotarli. 3 osoby zostały pojmane. Jedną z nich jest Java, moja córka- zaszkliły jej  się oczy- która goniła Polaris. Dla tych którzy nie słyszeli, Polaris uciekła rano z ławicy. Obie syreny zostały porwane daleko stąd i właśnie dzięki nim udało nam się uciec, bo mojej córce towarzyszyła straż, która od razu po porwaniu Javy wróciła do ławicy i nas ostrzegła. Trzecią syreną jest Melissa-w jaskini rozległ się stłumiony szloch wielu osób, dla których ta informacja była szokująca. Zauważyłem że była to rodzina dziewczyny i ku mojemu zdziwieniu także dużo innych osób. Ona naprawdę ma przyjaciół? Pytałem sam siebie.- Wiem ja też jestem załamana i składam najszczersze kondolencje rodzinom i przyjaciołom Polaris i Melissy.
Przez następne kilka godzin siedzieliśmy w schronie bezczynnie. Stworzyły się grupki w których przyjaciele rozmawiali, ale ja wolałem siedzieć sam, chociaż prawdę mówiąc nie mam przyjaciół. Jedna grupa (ta największa) składała się z przyjaciół Melissy, w tej grupie każdy nie zależnie czy to tryton, czy syrena miał łzy w oczach. Wszyscy się nawzajem pocieszali. Z boku tej grupy poza rozmowami siedziały 3 najbliższe przyjaciółki Melissy (wiem to stąd że to właśnie z nimi spędzała najwięcej czasu). Wszystkie płakały i nawzajem się pocieszały. Jak to możliwe że tyle osób za nią tęskni. Rozumiałbym że są po prostu smutni, ale oni byli załamani, nie dawali sobie rady, niektórzy nawet nie przyjmowali do wiadomości że zniknęła i co  chwila albo szukali jej w tłumie, albo nieświadomie odzywali się do niej, potem dopiero zauważając że jej tu nie ma. Zacząłem się zastanawiać dlaczego i postanowiłem dowiedzieć się o niej czegoś więcej.  Nie wiem czemu ale ja też odczuwałem dziwny smutek…


https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/b3/fb/b6/b3fbb6d9189b7b177373f2a09b6c24cc.jpg

*Każda ławica posiada miejsce, czyli „schron” gdzie w razie ataku Łowców Syren można się schować na krótki czas. Zazwyczaj jest to duża jaskinia (musi się w niej zmieścić cała ławica) z małym wejściem które można zasłonić kamieniem. Jeśli w pobliżu ławicy nie znajduje się żadna wystarczająco  duża jaskinia, wybiera się wtedy kilka małych w różnych miejscach (często jest to lepsze rozwiązanie)



By Hejli856

Ps. Ten rozdział w ogóle mi nie wyszedł. Jest strasznie nudny, ale musiałam go napisać bo potem niektóre wątki mogłyby się nie zgadzać. Przepraszam za opóźnienie. Przez przygotowania do Wielkanocy nie miałam w ogóle czasu by dodać go wcześniej. Zamierzałam go dodać wczoraj wieczorem, ale goście się zasiedzieli, więc dodaje go dopiero teraz. Jaćiej, potem dopiero zauważając że jej tu nie may więc zasiedzieli, więc dodaje go dopiero terz. t nie przyjmowali do wiadomości kby co to następny rozdziała mam  prawie gotowy, więc powinien się dzisiaj/jutro pojawić.

niedziela, 29 marca 2015

Przygody syren: rozdział 5

Cześć, to kolejny rozdział z serii „Przygody syren”, tym razem pisze go ja, Hejli, ale mam nadzieje, że mój styl pisania przypadnie wam do gustu. Miłego czytania ;)

Melisa

Chwilę wcześniej...

Powoli otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy by przyzwyczaić się do światła. Momentalnie uderzył mnie zatęchły zapach miedzi panujący w pomieszczeniu w którym się znajdowałam. No właśnie pomieszczenie… rozejrzałam się i zobaczyłam mały pokój w którym byłam sama. Był pusty, tylko na ścianach znajdowały się grube, metalowe obręcze. Do jednej z nich byłam przywiązana za nadgarstki. Miałam także związany ogon, chwila… to nie był ogon… TO NOGI!!! Stłumiłam krzyk, a z oczu popłynęły mi łzy. Gdzie ja jestem??? Ciągle zadawałam sobie to pytanie, ale nie tylko to, w mojej głowie krążyło miliony pytań, ale najwięcej dotyczyło mojej rodziny. Tak bardzo się o nich bałam, że nawet nie zauważyłam, że do pokoju ktoś wszedł. Z rozmyślań wzbudziły mnie dopiero szorstkie głosy, które rozniosły się po pomieszczeniu, gwałtownie obróciłam głowę w ich stronę i zobaczyłam grupę potężnych i umięśnionych mężczyzn, o groźnym wyglądzie. Mężczyźni wlekli po podłodze 2 worki, w jednym miotała się jakaś postać, a drugi był nieruchomy, od razu dotarło do mnie że to inne syreny które złapali. Po moim policzku spłynęło kilka łez. Gdy oni to zauważyli od razu zaczęli się śmiać, co sprawiło że łzy popłynęły mi strumieniami. Nagle przed tłum wyszło dwóch mężczyzn, zapewne byli to szefowie.
-I co o niej myślisz Bill? Niezła jest prawda?- Powiedział mężczyzna, który stał po lewej. Był niższy od tego drugiego i  miał mniejsze mięśnie,  zdawał się bać tego drugiego, co oznaczało że tamten jest jego szefem.
-Może być- powiedział bez przekonania szef, który jak przed chwilą się dowiedziałam miał na imię Bill.
-Może być?!?! To najlepsza sztuka jaką kiedykolwiek złapaliśmy.- oburzył ten po lewej, lecz gdy dostrzegł chęć mordu w oczach swojego szefa od razu pożałował, że podniósł głos.
-No dobra. Jest naprawdę niezła- zgodził się Bill, jak już jego zdenerwowanie opadło- Ale żeby stwierdzić ile jest warta musisz pokazać mi jej ogon, Jack.
-Oczywiście już pokazuję- powiedział Jack, po czym przywołał ruchem ręki jednego z pozostałych mężczyzn, gdy ten podszedł, chwilę rozmawiali przyciszonymi głosami, gdy skończyli tamten mężczyzna wyszedł z pokoju.
-Opowiedz mi coś o niej- rozkazał Bill Jackowi
-Jak już pewnie zauważyłeś jest dużo spokojniejsza niż pozostałe…
-Tak, to wielki plus- przerwał mu Bill po czym dał Jackowi mówić dalej.
-Złapaliśmy ją gdy płynęła do domu- kontynuował- zapewne czegoś, lub kogoś zapomniała z domu. Była tak zdezorientowana, że nawet nie próbowała uciekać. Jedyny problem polegał na tym, że jakiś tryton próbował jej pomóc, ale gdy próbowaliśmy go złapać szybko uciekł.- Gdy to usłyszałam mimowolnie pomyślałam, że to może być ten konkretny tryton, ale szybko się zbeształam za tą myśl- Nie był jakiś wyjątkowy, więc nie ma co żałować. To chyba tyle.- Zakończył akurat w chwili gdy do pomieszczenia wszedł mężczyzna, który wcześniej wyszedł z pomieszczenia. W rękach trzymał wiadro, wypełnione po brzegi wodą.
Jack wyrwał mu z rąk wiadro, podszedł do mnie i oblał mi nogi (nadal nie mogę uwierzyć że je mam), które zmieniły się w mój piękny, lśniący, filetowy ogon. Mimowolnie uśmiechnęłam się gdy go zobaczyłam, bo naprawdę za nim tęskniła. Niestety potem zauważyłam, że jest w opłakanym stanie, cały był poraniony, a w niektóry miejscach brakowało łusek. Pod powiekami poczułam zbierające sie łzy, których nie udało mi się powstrzymać. Zawsze byłam bardzo wrażliwa, ale starałam się to ukryć jak mogłam, bo nie chciałam żeby ktoś miał mnie za słabą, a zwłaszcza moja rodzina. Po śmierci mojego ojca mama kompletnie się załamała i musiałam szybko dorosnąć by móc choć po części jej pomóc. Od razu skarciłam się w myślach, nie mogłam teraz myśleć o rodzinie, bo od razu chciało mi się płakać i wrzeszczeć.
-No, to rozumiem- powiedział Bill z cwanym uśmieszkiem.- Naprawdę gratuluje, bo dziewczyna jest wspaniała i bardzo dużo warta- pochwalił Jacka.
-Dziękuje- powiedział dumny z siebie Jack.
Mężczyźni zamierzali już wyjść z pomieszczenia, ale w ostatniej chwili zawrócili i zdjęli worki z przywleczonych tu syren. Przez całe tą sytuację nawet nie zauważyłam, że syrena w jednym worku, która wcześniej się ruszała, teraz leżała nieruchomo. Gdy worki zostały zdjęte wydałam stłumiony krzyk.
Moim oczom ukazały się dwie syreny z mojej ławicy. Jedną z nich była Java, która była córką samej królowej naszej ławicy,  drugą Polaris. Zastanawiałam się jak one się tu znalazły, gdy nagle do mnie dotarło. Przypomniałam sobie, że Polaris uciekła z ławicy, a Java wyruszyła by ją złapać. Pewnie musiały trafić po drodze na Łowców syren. Obie syreny były w strasznym stanie, całe podrapane i posiniaczone.
Z moich oczu znowu popłynęły łzy. Podczas moich rozmyślań wszyscy zdążyli opuścić pomieszczenie i teraz zostałyśmy w nim tylko we trzy. Oparłam głowę o ścianę i zaczęłam myśleć o naszej ławicy, wtedy uderzyła mnie jedna myśl "co z Thomasem?”.
Właśnie… Thomas… Czy nic mu nie jest?... Ciekawe czy on teraz o mnie myśli?... Pewnie nie.
Thomas był trytonem, jedynym Włochem w naszej ławicy. Zawsze cieszyłam się dużym powodzeniem u trytonów, bo byłam uważana za jedną z najładniejszych syren w ławicy, przez co wiele osób miało mnie za płytką i myślącą jedynie o wyglądzie, ale to nie prawda, bo ja w ogóle nie przejmowałam się tym jak wyglądam, ale wracając do Thomasa.  
 Jak już mówiłam wielu trytonów ubiega się o moje względy, ale ja wszystkich odrzucam bo jestem zakochana w Thomasie, jedynym trytonie, który nie zwraca na mnie uwagi, a nawet można by powiedzieć że mnie nie lubi. Bardzo mnie to bolało, bo nawet nie wiedziałam dlaczego mnie tak jest, z początku próbowałam z nim porozmawiać, ale zawsze mówił mi coś niemiłego, a je z czasem przestałam próbować. Ciągle nie mogłam zrozumieć skąd taka niechęć do mnie z jego strony. Dlaczego musiałam się w nim zakochać?
Nawet nie zauważyłam że zaczęłam płakać, ale teraz to nie miało znaczenia musiałam wylać z siebie wszystkie emocje. Z moich oczu popłynęły strumieniami łzy, a ja płakałam, z czasem płacz przeszedł  w szloch. Całe moje ciało się trzęsło i nie mogłam złapać oddechu, ale teraz nie przeszkadzało to mi w ogóle, bo wiedziałam, że potrzebuję tego, bo nie mogę, a raczej nie umiem zdusić w sobie emocji. Więc nie przestawałam i płakałam dalej…
by Hejli856

PS: Jakby co to niedługo napisze kolejny rozdział, bo chodzimy tylko do środy do szkoły, a czwartek i piątek mamy wolne, więc pod koniec tygodnia ukaże się następna część.

PPS: Przepraszam, że tak długo nie pisałam (Ach… znowu przepraszam, zdecydowanie za często musze to robić), ale mój komputer był zepsuty i dopiero przedwczoraj wrócił z warsztatu (od tamtego czasu pisałam ten rozdział).

piątek, 6 marca 2015

Przygody syren: rozdział 4

Jak co piątek (no może nie do końca mi się to udaje, ale się staram) napisałam kolejny rozdział "Przygód syren". Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Jak obiecałam w tym rozdziale dodałam zdjęcie, niestety tylko jedno. Zapraszam do czytania :)

Java
Przez jakiś czas byłam nieprzytomna. Od czasu do czasu widziałam przebłyski różnokolorowego światła, jednak nie byłam w stanie określić jego źródła. Z pewnością ktoś wyciągnął mnie na powierzchnię, gdyż co chwilę traciłam oddech, utrzymywana przy życiu tylko przez polewanie wodą. Mniej więcej tyle pamiętam z ostatnich godzin, a może nawet dni. Kompletnie straciłam poczucie czasu.
 Otworzyłam oczy. Świat rozmazał się tworząc jasne plamy kolorów. Nie wiedziałam gdzie jestem ani co ze mną będzie. Oczy powoli przyzwyczaiły się od światła i braku wody, jednak musiałam bezustannie poruszać powiekami, aby nie wyschły.
 Otaczały mnie dziwne przedmioty. Kawałki liny przeplatanej miedzią, sieci rybackie, martwe ryby i coś jeszcze. Próbowałam się temu przyjrzeć jednak po chwili nie wiedziałam czy chcę się dowiedzieć co to jest. Z plastikowego worka obłożonego lodem wystawał długi ogon, który do złudzenia przypominał ogon Polaris. Ale to nie mogła być ona. To niemożliwe. Próbowałam wyrzucić tę myśl z głowy, jednak nie mogłam. W milczeniu przyglądałam się mojemu nowemu otoczeniu z rosnącym przerażeniem. Całe "pomieszczenie" było wielkości małej jaskini. Z pewnością unosiliśmy się na wodzie, co można było poznać po charakterystycznym bujaniu. Panował tu półmrok, a powietrze pachniało stęchlizną, zardzewiałą miedzią i martwymi rybami. Ten zapach sprawiał, że mój żołądek skurczył się do rozmiarów małej muszelki. Bardzo chciałam stąd uciec.
 Moje ręce były związane z tyłu, więc nawet nie mogła dokładniej przyjrzeć się więzom. Nogi były....chwila! NOGI!!! MIAŁAM NOGI! Nie mogłam w to uwierzyć. Byłam jednocześnie szczęśliwa i przerażona. Nie miałam pojęcia jak teraz będę pływać, tym bardziej, że były mocno związane. Patrzyłam na nie przez długi czas, dopóki coś nie rozproszyło mojej uwagi.
 Coś w kącie się poruszyło. Wydałam okrzyk przerażenia i z impetem uderzyłam ciałem w ścianę znajdującą się za mną, łudząc się, że w ten sposób będę mniej widoczna. Cokolwiek znajdowało się w worku teraz próbowało się z niego wydostać.
 Zza ściany usłyszałam miarowy stukot, który zbliżał się w naszym kierunku. Dotychczas nieruchome drzwi otworzyły się, a moim oczom ukazała się najbardziej paskudna twarz jaką kiedykolwiek widziałam. Ten człowiek był z pewnością mężczyzną. Jego ręce poznaczone były bliznami, podobnie jak czerwona, napuchnięta twarz. Przemówił chrapliwym głosem, który różnił się od czystego, syreniego śpiewu.
-O widzę, że syrenki się obudziły. Czas na prezentację przez kolekcjonerem! Bill, chodź tu i weź tą drugą flondrę.
-Idę-powiedział drugi, równie paskudny mężczyzna wchodzą do pokoju-ciekawe ile zapłacą za te ślicznotki.
Bill rozdarł worek ukazując sine ciało Polaris. Nie wiem, jak to możliwe. Fakt-nienawidziłam jej, ale widok jakiejkolwiek syreny w takim stanie jest przerażający. Zaczęłam się wyrywać i krzyczeć. Dziwnie było oddychać powietrzem, ale w tym momencie mój umysł zaprzątała tylko jedna myśl-ucieczka ze statku Łowców Syren.
-Zamknij mordę!-pierwszy porywacz uderzył mnie w twarz, tak mocno, że na chwilę straciłam przytomność.
 Obudziłam się w paskudnej kabinie zapewne przeznaczonej dla ludzi. Leżałam na zimnej podłodze twarzą skierowna do trójki ludzi. Jeden z nich miał na sobie eleganckie ubrania i wyglądał najlepiej, jednak wciąż przerażająco. Pozostałych dwóch rozpoznałam, to byli Ci sami, którzy wywlekli nas z poprzedniego pokoju.
-Takie złowiliśmy wczoraj-rzekł Bill, wskazują na mnie i na Polaris-mamy jeszcze jedną, ale jest bardzo...
-...niepokorna-dokończył ten drugi.
Po chwili odezwał się elegancki mężczyzna.
-Wezmę obie. Obejrzę też tą trzecią. Będą pasowały do mojej kolekcji.
-Ile?-dodał po chwili z uśmiechem
W tym momencie ponownie straciłam przytomność, tym razem z emocji.

by Trixy236

piątek, 13 lutego 2015

Przygody syren: rozdział 3

Oto kolejny rozdział "Przygód syren". Jeśli nie czytaliście pozostałych rozdziałów, znajdziecie je tutaj. Przepraszam, że w zeszłym tygodniu nie pojawił się kolejny rozdział, ale postaram się to nadrobić w weekend. Mam nadzieję, że Wam się spodoba.
***

Polaris
Płynęłam tak szybko jak tylko potrafiłam. Wydawało mi się, że zgubiłam pościg. Trwało to naprawdę długo, a ja byłam bardzo wyczerpana. Udało mi się uciec tylko dlatego, że tutejsze wody znałam bardzo dobrze, mało kto z naszej Ławicy zapuszczał się tak daleko. Nie mogłam już dłużej uciekać, nie zależnie jakie byłyby konsekwencje złapania. Poczułam jak poziom adrenaliny opada, a ja słabnę coraz bardziej. Ostatkiem sił zamachnęłam się ogonem i wciąż, wytrwale płynęłam naprzód. Nie mogę, na prawdę nie mogę, nie wytrzymam. Ledwo oddychałam. Pozwoliłam znieść się morskiemu prądowi kawałek w tył. Odwróciłam głowę.
I wtedy to usłyszałam. Dziwny dźwięk, nigdy nie potrafiłabym wyobrazić sobie czegoś podobnego. Coś pomiędzy wybuchem podwodnego wulkanu a głośnym krzykiem syreny, towarzyszyło temu drganie jak przy pieśni wieloryba.
Pojawiły się sieci, a razem z nimi adrenalina, chęć ucieczki. Z początku była tylko jedna sieć, tuż na mną. Skręciłam gwałtownie z lewo, jednak tam pojawiła się druga. Chciałam odpłynąć jak najdalej stąd. Jednak teraz otaczała mnie plątanina linek, sznurków i co najgorsze: miedzianych drutów. Nie było żadnej drogi ucieczki. Wiedziałam, że po dotknięciu miedzi od razu dostanę paraliżu, co jest równoznaczne z tym, że nie uda mi się uciec. Jednak spróbowałam.
Dostrzegłam większą dziurę pomiędzy oczkami sieci. Mogłabym się w nią zmieścić, wystarczy trochę się przekrzywić. Dodatkowo nie ma zbyt wiele miedzi w pobliżu. To moja jedyna szansa.
Podpłynęłam bliżej do przerwy. Wydawała się odpowiedniej wielkości. Przełożyłam przez nią ręce i głowę. Tak! Musi się udać. Już prawie na wolności! Energicznie zamachnęłam się ogonem i...
Pętla zacisnęła się wokół mojej talii.  Ostatnim ruchem spróbowałam się uwolnić, lecz tylko bardziej się zaplątałam. Poczułam palący dotyk miedzi na mojej skórze. Nagle wszystkie mięśnie zwiodczały, a tym samym zostałam ubezwłasnowolniona.
Pętla pociągnęła mnie bliżej powierzchni a ja wpadłam w panikę, jednak nie mogłam nic zrobić, jedynie się przyglądać.


Java
Już prawie dorwaliśmy Polaris, jednak moi towarzysze zaczęli opadać z sił. Poza tym otrzymaliśmy rozkaz od Królowej-nie zapuszczać się na nieznane wody.
Polaris czmychnęła właśnie tam, gdzie większość syren nie odważy się popłynąć: do Rowu Mariańskiego. Nie dość, że gdy zejdziesz zbyt nisko zabije Cię ciśnienie, to jeszcze nie wiadomo co właściwie tam jest. Wszyscy wiedzą, że w tych wodach mieszka coś pradawnego i strasznego. Nawet, jeśli będziesz pływać przy powierzchni, co wydawałoby się rozsądnym rozwiązanie, to i tak nie unikniesz kolejnego niebezpieczeństwa-Łowców Syren.
To był główny powód naszego odwrotu. Z daleka usłyszeliśmy podejrzany dźwięk. Popłynęliśmy jak najszybciej w kierunku naszej ławicy, jednak znajdowała się kilka godzin drogi stąd. Właściwie to skąd? Nie wiedziałam nawet, gdzie dopłynęliśmy. To musi być spory kawałek od naszej Ławicy, i bardziej na zachodzie.
Z zamyślenia wyrwał mnie dziwny widok: moi towarzysze płynący kilkadziesiąt metrów przede mną i jakaś siatka oblekająca moje ciało. Próbowałam ją zdjąć, ale zaczęła się coraz bardziej zaciskać i ciągnąć mnie ku powierzchni.

Melissa
Ze snu wyrwały mnie krzyki i płacz moich sióstr. Zostałam szybko poinformowana, że cała Ławica opuszcza nasze schronienie. Chwyciłam najpotrzebniejsze rzeczy, które zmieściły się w moim plecaku zrobionym ze specjalnego gatunku wodorostów z Północnych Wód.
Dostałam go w prezencie na 15 urodziny od mojego taty i od tamtej pory się z nim nie rozstaje. Jest dla mnie wyjątkowy, przypomina mi o moim nieżyjącym ojcu, którego zabili łowcy syren.
Wiedziałam, że powód takiego szybkiego przesiedlenia może być tylko jeden: Łowcy Syren. Zbliżali się. Na tych wodach często polowali, więc musieliśmy się przenosić nawet kilka razy do roku. Można było już dosłyszeć paskudny warkot ich silników, które zatruwały Nasze wody.
W pośpiechu wypłynęłam z jaskini wraz z matką i 3 siostrami. Było nas sporo, a ja byłam najstarsza, więc musiałam opiekować się najmłodszą syreną w rodzinie, którą pieszczotliwie nazywaliśmy Lili. Zawsze nas bawiła, miała tylko 4 lata i była taka bezbronna i tak mało wiedziała o tym wszystkim, co złe rozsiewającym się po podmorskim świecie jak kropla krwi w wodzie.WŁAŚNIE! GDZIE ONA JEST?!?!?!?!?!!?
Nie zauważają zbliżających się sieci popłynęłam w kierunku tego, co dotychczas nazywałam domem, jednak już nigdy tu nie wrócę. Tylko jednak myśl wypełniała moją głowę: Lili. Co się z nią dzieje? Czy żyje?
Otworzyłam ust, aby zawołać siostrę, jednak nie było mi dane spotkać się z nią ponownie. Zamiast słów z gardła popłynęło tylko głuche "yyyyydght". Nagle zabrakło mi tchu i przestałam móc oddychać. Coś ciągnęło moje ciało ku górze, a ja czułam się jakbym to wszystko oglądała z boku, jakby to mnie nie dotyczyło. Jedyne co uświadamiało mi, że to nie sen, to palący bój rozchodzący się po całym ciele. Promieniował od pętli zaciśniętej wokół mojego przegubu i rąk aż do środka. Był tak niewyobrażalny, że niezależnie jakich słów bym użyła to i tak nie będziecie w stanie sobie wyobrazić, o czym mówię. To ostatnie co pamiętam, potem zemdlałam i obudziłam się w nieoczekiwanej sytuacji.

***
Przepraszam za brak zdjęć, ale nie znalazłam żadnych, które pasowałyby do tematu. Obiecuje, że w następnym rozdziale będzie dużo fajnych zdjęć.
by Trixy236

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Przygody syren. Rozdział 2

Hej,
pora na pierwszy rozdział z serii "Przygody syren". Oto posty, które ukazały się już z tej serii
Przygody syren rozdział 1
Przygody syren: wprowadzenie+postaci



Rodział 2
 Melissa
Ten dzień zapamiętam do końca życia, ale lepiej zacznę od początku. Bawiłam się na rafie z moimi przyjaciółkami w chowanego. Najpierw liczyła Sirena, a ja, Lili i Roxy odpłynęłyśmy szukać kryjówek. Lili i Roxy popłynęły w prawo w stronę rafy więc uznałam, że popłynę w lewo. Choć wiedziałam że na rafie dużo łatwiej znaleźć kryjówkę, wolałam schować się gdzieś sama żeby trudniej było mnie znaleźć. Zawsze byłam mistrzynią w chowanego i nie chciałam popsuć sobie reputacji przegraną. Popłynęłam do Ogrodu Skał (tak nazywałyśmy z przyjaciółkami duże zbiorowisko skał tworzących coś na kształt labiryntu). Problem polegał na tym, że tam łatwo było spotkać  morskie potwory przepływające między skałami w poszukiwaniu jedzenia. Byłam pełna niepokoju płynąc do ogrodu, ale pokonałam strach i wpłynęłam między skały . Teraz pozostawał problem ze znalezieniu odpowiedniej skały na kryjówkę. Pływałam między skałami tak długo, aż w końcu znalazłam idealne miejsce, była to wąska szczelina między dwiema dużymi srebrzystymi skałami. Niestety od mojej kryjówki dzieliło mnie jeszcze 10 metrów pustego oceanu. Bałam się że gdy będę płynąc Sirena mnie zauważy i przegram grę. Chciałam więc jak najszybciej się tam dostać i nie rozejrzałam się za ewentualnymi zagrożeniami. Gdy byłam  w środku drogi, nagle przede mną wyłonił się ogromny potwór. Chciałam uciekać, ale miałam za daleko do jakiejkolwiek skały, pomyślałam, że muszę go jakoś wykiwać, więc wychyliłam się w lewo jakbym chciała tam popłynąć, a naprawdę popłynęłam w prawo. Niestety potwór szybko zorientował się i zaczął mnie gonić. Od razu zauważyłam, że ta drobna przewaga którą dał mi mój podstęp nic mi nie pomoże, bo potwór był dużo szybszy ode mnie (a ja jestem naprawdę szybką syreną). Gdy zaczął mnie doganiać, szybko skręciłam w górę i wtedy zauważyłam jego słaby punkt, a mianowicie brak zwrotności. Skręcanie zajmowało mu znacznie więcej czasu niż mnie i wtedy w mojej głowie zrodził się pewien plan, który od razu zaczęłam realizować. Wiedziałam że to mój jedyny sposób na przeżycie więc płynęłam i co chwila skręcałam. Potwór był coraz dalej, a ja skręcałam między skałami w nadziei, że go zgubię, minęło sporo czasu i w końcu mi się udało. ZGUBIŁAM GO!!!! Szybko popłynęłam na rafę szukać koleżanek. Gdy tylko tam dopłynęłam zobaczyłam Roxy która płakała. Podpłynęłam do niej i zapytałam co jej jest, ona spojrzała na mnie i od razu rzuciła się na mnie z płaczem. Cały czas mnie przytulała coś mówiąc przez łzy, ale nic nie zrozumiałam, więc kazałam się jej uspokoić i wyjaśnić wszystko jeszcze raz. Długo trwało zanim się uspokoiła, ale dowiedziałam się że gdy Sirena znalazła ją i Lili szukały mnie przez godzinę. Gdy mniej nie znalazły Sirena popłynęła zawiadomić ławicę, Lili dalej mniejej szukała, a Roxy miała na miała na mnie czekać gdybym wróciła. Do końca dnia musiałam tłumaczyć się ławicy i przepraszać przyjaciółki (zwłaszcza Roxy, bo ona przeżyła to najbardziej, zawsze była delikatna i dbała o przyjaciół jak mogła). Ten dzień na pewno zapamiętam do końca życia i już nigdy nie popłynę do Ogrodu Skał.






By Hejli856

wtorek, 20 stycznia 2015

Przygody syren. Rozdział 1

Hej,
pora na pierwszy rozdział z serii "Przygody syren". Oto posty, które ukazały się już z tej serii (właściwie jest tylko jeden, ale taką będzie formułka, więc się jej trzymam):
Przygody syren: wprowadzenie+postaci


Rodział 1
Java
Dzisiejszy dzień zmienił moje życie na zawsze. Zaczął się normalnie, jak zwykle rozpatrywałam sprawy poddanych z moją matką-Evian. Tak, jestem syrenią księżniczką. Tak, moja matka jest królową syren. I co z tego? Może nie mam życia podobnego do moich rówieśniczek, ale nawet bym tego nie chciała. Lubię służyć Ławicy.
Kiedyś miałam kilka przyjaciółek, jednak nie potrafiły zaakceptować mojego stylu życia. Na początku, gdy nie miałam żadnych obowiązków bawiłyśmy się razem w „rekina i sardynki” czy ścigałyśmy się do powierzchni wody. Często musiałam przerywać zabawę, nie rozumiałam dlaczego, wtedy moja opiekunka mówiła „ktoś ważny przychodzi dziś na przyjęcie do mojej matki i byłoby szkoda gdyby nie było tam takiej małej syrenki”. Pewnego dnia zabroniono mi się więcej spotykać z koleżankami. Byłam wściekła.
Gdy byłam młodsza siedziałam tylko na tronie obok mojej matki. Nie rozumiałam dlaczego muszę to robić. Z zazdrością patrzyłam na małe syrenki plotące warkocze z wodorostów i budujące pałace z pisaku i muszli. Czasem się buntowałam, za co spotykały mnie surowe kary. Kiedyś myślałam, że bycie księżniczką to tylko nudne siedzenie na tronie i patrzenie na swoją nudną Ławicę ze swojego nudnego pałacu, pełnego nudnych zakazów. Nienawidziłam takiego życia.
Pewnego dnia matka pozwoliła mi rozstrzygnąć  spór pomiędzy treserem ośmiornic a hodowcą ślimaków. Wtedy zrozumiałam, że mam wpływ na sprawy syren, które codziennie oglądam zza pałacowych okien. Teraz w sprawach dotyczących zarządzania całkowicie popieram moją matkę. Rozumiem jej decyzje oraz postępowanie. Zrobię wszystko dla Ławicy. A w moim przypadku wszystko oznacza wszystko. Rozumiem, że dla Ławicy należy poświęcić wszystko, zwłaszcza jeśli ma się być przykładem. Wiem, że Lud kiedyś za mną podąży i zostanę królową tak jak moja matka.

Polaris
Jak zwykle wszystko sprzeciwiło się przeciwko mnie. Nie dość, że zostałam wyrzucona z Ławicy i Wspólnoty Syren, to jeszcze straciłam rodzinę i przyjaciół (których i tak było nie wiele).
Zacznę od początku. Dziś rano wstałam jak zwykle aby wyczyścić wodorosty przed moją grotą. Mieszkam w niej z rodzicami i młodszą siostra. Raczej się nie dogadujemy. Rodzice twierdzą, że jestem inna niż wszyscy i nie akceptują moich zainteresowań.
Wszyscy tutaj starają się ukrywać i żyć z daleka od cywilizacji ludzi, jednak ja uważam, że nie ma w niej nic złego. Ludzie od zawsze mnie fascynowali. Trochę przypominali syreny, jednak zamieszkiwali inny świat. Uważam, że nasze krainy nawzajem się przenikają. Ludzie łowią ryby i pływają po morzach i oceanach, a my czerpiemy moc z księżyca, który przecież jest nad wodą. Wszyscy sądzą, że ludzie są niebezpieczni, ale nikt tak naprawdę się o tym nie przekonał. Chciałam  sprawdzić jacy naprawdę się ludzie.
Często obserwowałam ludzi na klifach albo pływających na płyciznach (swoją drogą mają coś dziwnego zamiast ogona, przypomina trochę macki ośmiornicy) czy zarzucających sieci, a potem wyławiających ryby. Tych ostatnich najbardziej nienawidziłam. Jedyne stworzenia jakie mnie rozumieją są przez nich zabijane. Jak już wspominałam jestem specyficzna, nie znam Magii Księżyca, ale doskonale rozumiem się ze wszystkimi stworzeniami morskimi. Inne syreny też je rozumieją, ale nie potrafią rozmawiać z nimi we właściwy sposób.
Liczyłam na to, że ludzie będą mnie podziwiać za moją wyjątkowość. Poza tym chciałam się przekonać jacy naprawdę są. Zdecydowałam, że spróbuje nawiązać z nimi kontakt. Postanowiłam zostawić mojej rodzinie kartę. Napisałam tylko:
„Chcę poznać bliżej ludzi, chcę z nimi porozmawiać. Może wrócę zdrowa. Zawsze Was kochałam”
I odpłynęłam w nieznane.
Wiedziałam, że prawdopodobnie nie wrócę z tej misji. Wiele mówiło się o złych ludziach, którzy zabijali syreny. Jednak część tych opisów była do tego stopnia zmyślona, że opisywała ludzi jako przedziwne stworzenia. Widziałam ich i wiem, że niektóre z tych legend są zmyślone, aby syreny trzymały się od powierzchni z daleka. 
Odpłynęłam całkiem duży kawałek od Ławicy, gdy usłyszałam krzyki. Ktoś przeczytał list i zaczął się pościg. Na jego czele stała Java - córka samej królowej syren! W naszej ławicy jakiekolwiek związki z ludźmi karane są okrutną śmiercią, więc do tej pory ukrywałam moją pasję. 
Oszczep z zatrutym kolcem płaszczki przeleciał kilka centymetrów od mojej twarzy. To wyrwało mnie z otępienia. Jestem ścigana. Teraz nie ma już odwrotu. Zamachnęłam się ogonem i energicznie popłynęłam do przodu.


by Trixy236

piątek, 16 stycznia 2015

Przygody syren: Wyjaśnienie + Postacie

Najpierw wyjaśnię czym w ogóle będzie ten post. 
A więc, będą to przygody 3 syrenek: Polaris, Javy i Melissy,  które będziemy publikować co piątek oraz ewentualnie w weekendy (wtedy mamy trochę czasu).  Te historie są  nie opowiadają o nas. Zbieżność syren i sytuacji jest przypadkowa. Widziałyśmy wiele blogów opisujących przygody syren, więc pomyślałyśmy, że dodanie czegoś takiego urozmaici i wzbogaci blog o nowe i ciekawe (a przynajmniej tak mi się wydaje) treści. Wciąż będziemy dodawać normalne posty takie jak przeglądy syrenich rzeczy, ciekawostki o syrenach czy filmiki. To po prostu nowa forma naszej aktywności.
 Pomysł wyszedł ode mnie (Trixy) i Hejli, więc przynajmniej ja mogę się zobowiązać do pisania co tydzień, myślę, że Hejli też da radę. Przygody będziemy wymyślać wspólnie, a następnie jedna z Nas będzie je spisywać, dlatego myślę, że nie będzie większych niespójności. Do tekstu będziemy dodawać jakieś pojedyńcze zdjęcia, aby można było łatwiej wyobrazić sobie ta historię. Mam nadzieję, że Wam się spodoba, jeśli tak to po tej serii możemy zrobić kolejną.

Po krótce opisze każdą z bohaterek.
Polaris jest dość zwyczajną syreną. Ma długie, ciemne włosy i ciemne oczy. Jest uważana za płytką i marzycielską syrenę, dlatego nie ma przyjaciół i zawsze trzyma się na uboczu. Świetnie dogaduje się z morskimi stworzeniami, bo jedynie im może się zwierzyć. Jak większość syren nigdy nie była w świecie ludzi, jednak marzy o poznaniu kogoś sponad tafli oceanu.  Gdy na rafie zjawiają się Łowcy Syren Polaris nie wie czy powinna uciekać czy dać się schwytać i trafić do świata ludzi.

Java ma rude włosy, jednak nie przypomina Disney'owskiej Arielki. Java jest córką Eviany, która zarządza ławicą. Chociaż ich stosunki są bardzo oficjalne i chłodne Java ma nadzieję, że pewnego dnia będzie, tak jak matka, zarządzać ławicą. Młoda syrena zrobi wszystko dla swojej ławicy. Stawia ją ponad wszystko, łącznie z przyjaciółkami, rodziną czy miłością. Uważa, że bezpieczeństwo ławicy jest ważniejsze niż sprawy osobiste. Zdrada powinna być karana śmiercią, tak samo spiski z ludźmi. Co się stanie gdy Java odnajdzie Polaris na odległej rafie i obie zostaną schwytane przez łowców syren?
Dowiecie się w pierwszym rozdziale.
Melissa jest bardzo odważna i często pakuje się w kłopoty. Lubi ryzyko i być w centrum uwagi, ale i tak ma wiele przyjaciółek, które akceptują ją taka jaka jest. Jako syrena jest bardzo szybka i zwinna. Ma lśniący fioletowy ogon i długie blond włosy, w swojej ławicy cieszy się dużym powodzeniem u trytonów, ale jest zakochana tylko w jednym z nich, w jedynym trytonie który nie zwraca na nią uwagi.


PS. W ferie będę pisać "Przygody Syren" częściej, bo nigdzie nie wyjeżdżam. Uważam też, że te historię najłatwiej wyszukacie za pomocą archiwum, znajdującego się po prawej stronie (przynajmniej w wersji na komputer) ponadto będę dodawać linki do wcześniejszych części.
by Trixy236